. 2012-01-21 00:23:03

Niedawno wróciłam z kolejnego pogrzebu. Zmarł mój kolega, równolatek. Zmarł szybko i gwałtownie, na raka. Choroba została wykryta przy przypadkowym zabiegu. Znowu ryczę, nie mogę zebrać myśli, a co dopiero uczyć się do podwójnej sesji. Ktoś z was powie, że życie się toczy dalej? To w takim razie nie warto was słuchać. TRZEBA mieć CHWILĘ na ODDECH, TRZEBA! I to ja będę jedyną osobą, która zadecyduje o tym, ile ta CHWILA na ODDECH będzie trwała. Dziękuję.

I nie wiem, co mam myśleć... czy mam tak ogromnego pecha, czy mogę już nazwać siebie "zwiastującą śmierć"?

skomentuj (3)

Po długiej przerwie 2012-01-09 00:12:08

Na chwilę zaświeciło słońce. Zdałam ten cholerny egzamin, w końcu! 

Ale, żebym mogła sobie ponarzekać, bo ostatnio mam do tego tendencję, powiem, że ta sesja nie zapowiada się za dobrze. Mam 7 egzaminów, multum zaliczeń przed, projektów, badań i innych pierdół. Czy ktoś może mi pożyczyć czasowstrzymywacz?

Żeby jeszcze bardziej dobić optymistyczny klimat tej notki, ogłoszę, że dostałam grypy jelitowo-żołądkowej, a wiadomo, co wersja z jelitami znaczy. Częste wizyty w toalecie i łykanie tony Laremidu. 

Wmawiam sobie, że jestem ponad tym wszystkim. Bo jestem.

Nie wspominałam wam o tym, jak spędziłam sylwestra. Pół dnia zamęczałam się tym, że nie byłam na jego pogrzebie (został pochowany w sylwestra), a drugie pół szykowałam do ogromnej imprezy. Nikogo nie chciałam zasmucać tą informacją, to moja osobista żałoba. I pomaszerowałam na bibkę, na której przez chwilę zapomniałam, że coś mnie tam w środku boli. Było kilka dramma, ale poza tym sylwester zaliczam do jak najbardziej udanych. Zmyłam się z niego jako ostatnia, a było to około godziny 6. Przez całą imprezę leciał w tle Rammstein, a upijałam się swoim ulubionym trunkiem - whisky z colą. Musiałam sobie zrekompensować to wszystko.

A jak dzisiaj na to patrzę? Będę pamiętać, ale nie mogę się tym zamęczać. Oboje dziadkowie byli sędziwego wieku, swoje najlepsze lata już przeżyli. Umarli, bo byli starzy. Została zachowana odpowiednia kolejność - dorosłe i usamodzielnione dzieci pochowały swoich bardzo starych rodziców. Nie umarło dziecko, które dopiero swoje życie miało na dobre rozpocząć. Nie umarł młody rodzic, który nie zdążył przygotować swojego dziecka do samodzielnego życia. Oczywiście, boli. Ale jestem pewna, że swoje życie podsumowali jako szczęśliwe. I przede wszystkim, teraz nie cierpią.

Największy test "odporności", będę miała, jak pojadę do swojej rodziny, by odwiedzić jego grób. Oj będę, oj będę. Wybiorę się tam dopiero po sesji.

skomentuj (2)

Egzamin 2012-01-02 23:45:10

Jutro piszę egzamin. Tak, ten, który powtarzam. Życzcie mi szczęścia (?)

Co do pozostałych wydarzeń - życie toczy się dalej...

skomentuj (5)

Wigilia 2011-12-28 10:09:50

Wigilia była smutnym dniem. Przy kolacji wigilijnej otrzymałam informację o śmierci dziadka mojego chłopaka. Jednej z jego najbliższych osób. W końcu z nim mieszkał, co dzień egzystował, opiekował się nim (bo był stary i schorowany), rozmawiał z nim. On aktualnie uważa, że nie zrobił wszystkiego co w jego mocy, by pożegnać się z nim przed śmiercią. Mimo wieku dziadka, śmierć ta nie była tak spodziewana. Bo kto z was, mimo świadomości wieku, oczekiwałby śmierci bliskiej osoby? No właśnie. Ja uważam, że mój luby zawsze sprawdzał się jako wnuk. Był na każde zawołanie dziadka, sprzątał nawet jego fekalia (starszym osobom się zdarza, rzecz całkowicie normalna), zawsze pojechał po lekarstwa. Wnuk cud, miód i orzeszki. Nigdy go nie olał. Rodzina zawsze jest na pierwszym miejscu. Więc, co on do cholery ma sobie do zarzucenia? Nie powinien nic! Powinien to pojąć, że jego ukochany dziadek, aktualnie opala się w słoneczku nieba, razem z Bogiem popijając swoje ulubione piwo. Najprawdopodobniej babcia na niego krzyczy, że wychyla się zza chmur i zaraz spadnie z tym piwem. Nie cierpi, jest piękny i młody, ma obok siebie ukochaną kobietę... no i to piwo. Naiwne myślenie? Dla osoby, która wierzy w coś więcej niż koniec naszej drogi, taka opcja jest prawdopodobna. Mogłabym jeszcze założyć opcję z reinkarnacją, ale to chyba temat na inne rozmyślania. W każdym razie wierzę, że jest mu teraz lepiej. Nie ważne gdzie jest. Dożył sędziwego wieku, z rodziną u boku, która zawsze z nim była. Nikt nie zaprowadził go do domu starców, zawsze wiernie i z ogromnym poświęceniem dbaliście o niego. Umarł w szpitalu, dnia 24.12.2011. Mam nadzieję, że czas uleczy Twoje rany po jego stracie i za jakiś czas będziesz mógł o nim mówić swodobniej, bez ujrzenia w Twoich oczach ogromnego bólu.

Chyba dlatego nie złożyłam wam wszystkim życzeń. Sama byłam zszokowana i zasmucona tą informacją. Mam nadzieję, że mieliście wesołe święta.


PS z dnia 29.12.2011

Do zastępów niebieskich dołączył dzisiaj mój dziadek. Okropny przypadek i złośliwy chichot losu. Dziadek był bardzo chory, ale myślałam, że jeszcze go kiedyś zobaczę, że to jeszcze nie teraz... Mój ból jest dzisiaj podwójny. Jednego dnia odbył się pogrzeb dziadka mojego chłopaka, a zaraz po nim otrzymałam informację o kolejnej śmierci. Pocieszam się tylko tym, że jest mu lepiej po drugiej stronie, tam nie będzie już cierpiał na rozedmę płuc... w końcu zacznie normalnie oddychać. Najbardziej boli mnie to, że nie mam szans być na jego pogrzebie... Nie pożegnam się z nim.

skomentuj (5)

Nadzieja na lepsze dni 2011-12-18 23:02:56

Przesadziłam. Znaczy się, nie do końca przesadziłam, bo faktycznie problemy mam. Ale przesadziłam, pisząc notkę pod wpływem negatywnych emocji. Muszę sobie pomóc. Nie zostanę najlepszym psychologiem, jeżeli sama nie przyjmę pomocy. Jestem "ofiarą" i często to odczuwam. Muszę w końcu pozbyć się tego, a nie uda mi się tego uczynić, jeżeli nie pomoże mi specjalista. Z natury jestem osobą nie obnoszącą się ze swoimi problemami, a przynajmniej nie tak głębokimi, które już dłuższy czas we mnie siedzą. Wiem, że czytają tego bloga moi znajomi. Nie chcę, żeby ktokolwiek to wykorzystał przeciwko mnie. Po drodze boję się tego, że jak opiszę swój problem na łamach bloga, to nie uzyskam odpowiedniej pomocy, pocieszenia. Mam wrażenie, że jeszcze bardziej dobiję się tym, co napisaliście, bo mimo najszczerszych chęci, czasami każdemu zdarza się kogoś dobić. Kiedyś wyżaliłam się na pewnych dwóch pseudo-psychologicznych forach internetowych. Byłam tam w 100% anonimowa. Za każdym razem na mój problem zlano, bardziej chwytliwe były tematy, "czy to możliwe, żeby po pierwszym stosunku być w ciąży". Chyba nie mam takiej siły przebicia, jaką chciałabym mieć. Ale wracając do sedna, teraz powinnam coś z tym problemem zrobić. Powinnam zacząć zrywać z demonami przeszłości.

Teraz, moje emocje się wyregulowały. W krytycznym momencie chłopak zabrał mnie do moich znajomych. Obaliłam z nimi 0.5l whisky, pośmiałam się (i z siebie, i z innych) i beztrosko spędziłam wieczór. Pogoda jest okropna! Kto by pomyślał, że człowiek może być od niej tak zależny? Zawsze uważałam, ze jestem ponad takimi rzeczami, a tutaj psikus. Z tego miejsca chciałabym podziękować za odzew. Nie wiecie nawet, jak zrobiło mi się miło, kiedy zaproponowałyście pomoc. Niewiele osób tak robi. Może kiedyś skorzystam z tych propozycji :) Czasami zastanawiam się również nad stworzeniem bloga, bardziej anonimowego od tego.

A wczoraj... na "romantycznym" wieczorze z moim chłopakiem... czytałam mojemu lubemu prozę Lema. Randka w klimatach SF. Uroczo, nieprawdaż? Dzisiaj chce kontynuacji :)

skomentuj (2)